poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 13

        - Dobrze Hagridzie, możesz już iść. A wy chodźcie ze mną do mojego gabinetu. - kamień spadł mi z serca, już myślałam że pójdą do Dumbledoera. Chłopcy chyba też się tak poczuli bo uśmiechnęli się do siebie półgębkiem. Bez chwili namysły ruszyłyśmy z Amanda za Filchem, bliźniakami i Lee. Ten jego "gabinet" okazał się starym składzikiem, z biurkiem, szafą, krzesłem i kominkiem. Niestety był tak mały, że ja z Andą już byśmy się  nie pomieściły i nawet nie miałybyśmy gdzie się schować, więc zostaliśmy na zewnątrz ukryte za posągiem jakiegoś grubego czarodzieja.Woźny na szczęście nie domknął za sobą drzwi i było wszystko słychać.
- Dumbledoer nie będzie zadowolony jak się dowie, że byliście w Zakazanym Lesie - zaczął swoim ochrypłym głosem. - I jeszcze co mają znaczyć słowa Hagrida, że niby byłem z wami co? - dopytywał się. No to teraz nie mają szans. Zaczął tłumaczyć się Lee, jednak nie jego słowa zwróciły moją uwagę. Szeptać zaczęli bliźniacy.
- Psss, George - zaczął Fred- widzisz tamta szufladkę ?
- Tą z napisem Zakazane i Bardzo Niebezpieczne ? Obserwuję już ja od samego wejścia. - odszepnął George. O nie ?! W co oni znowu się pakują, pomyślałam.
-Ciekawe co ta jest ... - no i już po nich.
- Czego tam szeptacie ?- zapytał nagle woźny. - jeśli myślicie, że wam się upiekło to się grubo mylicie. Wysłałem już moją kotkę z wiadomością do dyrektora, powinien zjawić się lada chwila. - i w tym samym momencie po schodach szedł ku gabinetowi Dumbledoer. Miał na sobie długą błękitną szatę, na głowie kapelusz, jego wyraz twarzy był nieodgadniony.  Szybko cofnęłam się z Amandą bardziej za posąg żeby nas nie zauważył. On jednak przeszedł w ogóle nas nie zauważając. Gdy wszedł do środka nastała głucha cisza, nikt się nie odzywał.
- Witaj Argusie. - przywitał się. - Co ci chłopcy robią tutaj o tej porze ? - zapytał swoim spokojnym głosem.
- Dyrektorze, oni wybrali się w nocy do Zakazanego Lasu. - odpowiedział Filch. Po chwili ciszy odezwał się dyrektor :
- Panowie Weasley i Pan Jordan, chyba wyraźnie mówiłem na rozpoczęciu roku, że nie wolno chodzić do Zakazanego Lasu. - jego ton był spokojny, ale stanowczy.
- Panie dyrektorze my chcieliśmy zobaczyć tylko co jest w tym lesie skoro mówią o nim Zakazany. - pałeczkę do tłumaczenia przejął Fred.
- Panie Weasley, nazywa się go Zakazanym, ponieważ jest tam wiele niebezpieczeństw, zagrażających życiu czarodzieja... - zapadła głucha cisza.
- Przepraszamy - powiedzieli w końcu chórem.
- Tym razem nie wyrzucę Was ze szkoły, ale jeśli jeszcze raz się wymkniecie to nie będę miał wyjścia. - bliźniacy i Lee odetchnęli z ulgą. - ... ale powiadomię panią profesor McGonagall, i to ona da wam odpowiednią karę. - zakończył swoją mowę i wyszedł z gabinetu w kierunku schodów. Filch wygonił chłopaków do łóżek. Gdy wyszli rzuciłyśmy się im na szyję.
- Mieliście ogromne szczęście ! Nawet nie wiecie jak się o was martwiłyśmy ! - zaczęłam.
- Tak, tak wiemy ... ale przynajmniej nie wyrzucili nas. - odpowiedział ledwo Fred. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nadal go ściskam. Puściłam go a on szybko zaczerpnął powietrza.
- Przepraszam i dziękujemy. - powiedziałam rumieniąc się.
- Nie ma za co - rzucił George mierzwiąc mi włosy. Usiłowałam rzucić mu karcące spojrzenie, ale wyszedł chyba jakiś dziwny grymas bo wszyscy ze mną włącznie zaczęli się śmiać. Byliśmy już na schodach gdy za plecami usłyszeliśmy skrzypienie drzwi. Zza nich wyszła pani Noriss - kotka Filcha. Razem pobiegliśmy na górę w stronę naszych wież. Pożegnałam się z chłopakami i Amandą życząc im powodzenia w konfrontacji z panią profesor McGonagall i mówiąc "dobranoc". Skierowałam się w stronę wieży Ravenclawu, zastukałam kołatką a ona wyjawiła mi zagadkę : "Im jest głębsza, tym mniej widzisz, co to jest ? " . Zaczęłam się gorączkowo zastanawiać, to chyba najtrudniejsza zagadka jaką mi zadano. Nie miałam pojęcia jaka może być odpowiedź, więc usiadłam pod drzwiami i zerknęłam na zegarek, była trzecia nad ranem. Spojrzałam w ciemność i mnie olśniło (jeśli można tak powiedzie gdy się jest w ciemności), podeszłam do kołatki i wypowiedziałam odpowiedź
- Ciemność. - drzwi skrzypnęły i otworzyły się przede mną. Usiłowałam przemknąć cicho do mojego dormitorium, ale na fotelu przed kominkiem siedział Terry. Już po mnie, pomyślałam. Prefekt wstał i podszedł do mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie ? - zapytał nagle, nie wiedziałam co odpowiedzieć dlatego milczałam. Terry tylko westchnął. - Hmmmm, no dobrze idź już spać. Niestety chciałbym, ale nie mogę tego zlekceważyć. Powiadomię jutro profesora Flitwicka. Dobranoc. - powiedział na koniec i odszedł w stronę swojego pokoju, ja zrobiłam to samo. Starałam się być najciszej jak się dało. Rozczesałam szybko moje rozczochrane przez Georga włosy i ubrałam piżamę. To wszystko zajęło mi zaledwie kilka minut. Zasnęłam bardzo szybko, byłam strasznie zmęczona.

~ 20 grudnia ~
   Grudzień nadszedł niewiarygodnie szybko. Do tej pory chłopacy niczego nie wywinęli a mi wpadło kilka dobrych ocen. Po ostatnim incydencie z Zakazanym Lasem, Lee i bliźniacy dostali każdy po minus 50 punktów dla domu. Ja za chodzenie w nocy po zamku dostałam minus 15 punktów dla Ravenclawu. Poza tym bliźniacy dostali od swojej mamy wyjca, którego na nieszczęście otworzyli przy śniadaniu. Krzyczała wtedy, że dają zły przykład bratu Ronowi i siostrze Ginny. Mówiła także, że jak tylko wrócą na święta do domu to dostana karę.
   Za dwa dni wyjeżdżam do domu, najpierw jeszcze mam do zdania sprawdzian pisemny z Eliksirów i spokój. Zeszłam więc do lochów gdzie miał odbyć się test. Snape jak zawsze z swoim przebiegłym uśmieszkiem na ustach rozdał nam kartki. Na samej górze widniało tylko jedno zadanie : Napisz, jak trzeba uwarzyć Eliksir Zapomnienia. No to już po mnie, pomyślałam.Pamiętam jak go warzyliśmy, ale to było na samym początku roku !  Zauważyłam kątem oka jak Fred kręci przecząco głową, George łapie się za głowę a Amanda i Lee patrzą na siebie ze strachem.
- Macie 45 minut, do roboty ! Jak ktoś będzie oszukiwał to od razu zabieram kartkę, wstawiam ocenę niedostateczną i odejmuję punkty. - oznajmił krótko a ja spięłam się w sobie i napisałam wszystkie składniki i kroki jakie sobie przypominałam. Po niespełna czterdziestu minutach oddałam zapisana kartkę z triumfalnym uśmiechem na ustach. Snape tylko łypnął na mnie swoim pełnym nienawiści wzrokiem i kazał usiąść i poczekać na innych. Tuż po mnie kartkę oddał Edward - chłopak z Ravenclawu, następnie Amanda i Fred, nieco później Angelina z Gryffindoru, Lee i George. No i reszta uczniów.
- I jak wam poszło ? - spytałam gdy tylko wyszliśmy z klasy.
- Nie było tak źle - powiedzieli równo bliźniacy.
- Bywało lepiej - burknął Lee
- A mnie nawet jeśli wyszło marnie, to się cieszę bo nadchodzą święta ! - krzyknęła Anda. Śmiejąc się wróciliśmy do naszych dormitoriów aby się spakować na jutrzejszy wyjazd.
      Rano wstałam dosyć wcześnie, żeby jeszcze zjeść śniadanie i porozmawiać z moimi przyjaciółmi. O dwunastej wyjeżdżał pociąg, więc już o 11.50  zebraliśmy się w czwórkę na peronie - Ja, Amanda i bliźniacy. Lee niestety musiał zostać w Hogwarcie na święta. W przedziale usiedliśmy razem, kupiliśmy pełno słodyczy i przez całą drogę naśmiewaliśmy się ze Snape'a. W końcu gdy pociąg zajechał na stację, wysiedliśmy z niego a Fred i George pomogli nam dźwigać bagaż mój i Amandy. Szliśmy właśnie w stronę barierki gdy usłyszałam gdzieś z boku jak ktoś woła moje imię
- Ellie ! Ellie ! Tutaj jesteśmy ! - to był głos mojej mamy. Rozejrzałam się dookoła i w końcu ja zauważyłam. Na widok moich rodziców zrobiło mi sie cieplej na sercu, tak dawno ich nie widziałam. Podbiegłam do nich i przytuliłam ich oboje.
- Dobra dobra, już wystarczy. Pożegnaj się ze swoimi przyjaciółmi i chodźmy do domu. Czeka tam na ciebie niespodzianka... - powiedział tata uśmiechając się tajemniczo. W tej chwili podeszli do nas Amanda, George i Fred.
- Mamo, tato poznajcie moich przyjaciół. Amandę już znacie. A to są Fred i George Weasleyowie.- przedstawiłam ich sobie a oni grzecznie (na szczęście) podali ręce moim rodzicom. Amanda musiała już iść więc pożegnała się odeszła w stronę przejścia.
- Bardzo nam miło - odpowiedział Fred.
- Fred ! George ! - dobiegło nas głośnie wołanie.
- Mama... - powiedzieli równo bliźniacy patrząc na siebie. Pani Molly podbiegła do nas, a tuż za nią szedł zdyszany pan Weasley.
- Cześc mamo. - znowu powiedzieli razem chłopcy. Pani Weasley podeszła do nich i mocno ich uścisnęła.
- Och, nawet nie wiecie jak się o was martwiłam gdy przysłano nam sowę o waszym wypadzie do Lasu !
- Mamoo... - George ledwo łapał powietrze tkwiąc nadal w uścisku swojej mamy.
- Razem z ojcem zachodziliśmy za głowę, mając nadzieję żeby was nie wyrzucono. - ciągnęła dalej pani Weasley. Moi rodzice patrzyli na tą całą scenę lekko sie uśmiechając.
- Mamo zaraz nas udusisz... - Fred już ledwo łapał oddech. W końcu zostali uwolnieni, a Molly zmierzwiła im czule włosy.
- Przepraszam. Chodźcie, Percy czeka już na nas.
- Dzień Dobry państwu - odezwał się wreszcie mój tata. Pani Molly odskoczyła jak poparzona, chyba dopiero teraz zwróciła uwagę na trojkę osób stojących tuż za nią.
- Och, przepraszam bardzo nie zauważyłam państwa. Nazywam się Molly, a to mój mąż Artur. - odpowiedziała podając rękę moim rodzicom.
- Michael, miło mi.
- Julie, równierz  miło mi poznać rodziców, przyjaciół mojej córki. Może wpadną państwo na obiad po świętach. - zaproponowała moja mama na co bardzo się ucieszyłam.
- Bardzo chętnie. - uśmiechnęła się pani Molly. - A co ty na to Arturze ?
- Oczywiście, chętnie przyjdziemy.
- W takim razie jeszcze wyśle do pastwa sowę z dokładna datą. Miło było państwa poznać, Do widzenia - zakończył mój tata. Na koniec posłałam bliźniakom uśmiech i pokiwałam im na pożegnanie.
     W samochodzie przez połowę drogi opowiadałam rodzicom o moich ocenach, o zamku, o nauczycielach i wszystkim co było związane z Hogwartem. Gdy skończyłam mama pogratulowała mi dobrych ocen.
- Masz bardzo miłych przyjaciół . - zaczął tata.
- O tak, są najlepszymi przyjaciółmi na świecie. - odparłam bez namysłu.
- Jak miło, że państwo Weasley zechcieli przyjść na obiad, prawda ? - spytała po chwili mama.
- Nawet nie wiesz w co sie wpakowałaś mamusiu...


~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraaaaaaszam, że tak długo czekaliście na ten rozdział, ale nie mam pomysły :( Gdy tylko przyjdzie wena napiszę dłuższy i ciekawszy...
przepraszam :(

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 12




    Poszliśmy w stronę ścieżki leżącej na skraju lasu.Cały czas razem z Amandą trzęsłyśmy się ze strachu.
-To jak dziewczyny ? Wchodzimy co nie ? - zagadnął na miejscu Fred
- t-tak , no j-jasne . - odpowiedziała z trudem Anda. Mi samej zrobiło się nie dobrze na widok tego ciemnego lasu, przepełnionego ciągiem niemiłych niespodzianek. Weszliśmy powoli do lasu zapalając po drodze lampy.
- Lumos ! - mruknęłam a z koniec mojej różdżki rozbłysnął jasnym światłem. Już po kilku krokach "spaceru" nie było widać skraju lasu. Dookoła nas stały wysokie, szare drzewa, między nimi rosły krzaki, niestety bezlistne (a może na szczęście) . Koło mnie szedł Fred, który zachwycał się wszystkim co popadnie : ślimakiem, drzewem, krzakiem, kamieniem, czy nawet małym robaczkiem. 
- Ellie masz mapę ? - zapytał .
- Ach tak ! Zupełnie o niej zapomniałam. - wyciągnęłam spod płaszcza srebrny pergamin - o tu jest. - powiedziałam podając ją Freddiemu.
- Wiesz jak ona działa ? - zapytał Lee .
- Nauczyciel mówił coś o wypowiedzeniu zaklęcia... - przypomniało mi się. - Travel latius. - powiedziałam stukając różdżką w pergamin. Na początku w górnym lewym rogu pokazała się złota róża kierunków. Następnie na dolnym skraju mapy pojawiły się złote stopy i wszystko co  było dookoła mnie : drzewa, krzaczki, kamienie a nawet dwie równoległe do siebie kreski oznaczające chyba ścieżkę.
- łaaaaaaaaał - powiedzieli jednocześnie bliźniacy i Lee, Amanda podeszła bliżej i burknęła coś pod nosem.
- Anda co ci jest ? - zapytałam z troską w głosie.
- Co mi jest ?! Co mi jest ?! Siedzimy w środku Zakazanego Lasu i zachwycamy się jakimś papierkiem zamiast próbować czegoś znaleźć ! Nie mam pojęcia po co tu przyszliśmy, a na dodatek muszę siedzieć w ciele tego odrażającego woźnego !-  zrozumiałam to dopiero po chwili kiedy w końcu to do mnie dotarło. No właśnie, co my właściwie tu robimy ?! Nie zdążyłam równierz wydrzeć się na organizatorów  tej wyprawy bo coś innego mnie wyprzedziło.
- Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu-uuuuuuuu- usłyszeliśmy głuche wycie, jakby wilka, albo co gorsza , wilkołaka. W jednej chwili złapałam za rękę Freda, który spojrzał na mnie ze strachem w oczach i wzmocnił uścisk. On bał się równie jak ja, co ja mówię - wszyscy się baliśmy.
- C-co to b-było ? - zapytał ze strachem Lee.
- Nie wiem, ale coś czuję, że dzisiaj nie powinno nas tu być. - powiedziała szeptem Amanda podkreślając słowo "dzisiaj".
- N-no to chyba nie był dobry plan. Może już chodźmy. - wyjąkał George. Uświadomiłam sobie, że nadal trzymam Freda za rękę dlatego czym prędzej ją puściła oczywiście czerwieniąc się przy tym. On niestety to zauważył i posłał mi swój uroczy uśmiech.
- Eeeee gołąbeczki chodźmy już stąd. Zaczynam się bać - powiedział nagle George, który też widział całą sytuację. Tym razem dałam sobie spokój i wypuściłam słowo "gołąbeczki" z myśli.
- No to chodźmy . - gdy to powiedziałam za nami rozległ się znowu ten przerażający dźwięk i jakieś straszne głuche kłapanie, jakby zębami.
Nie obracając się już za siebie pobiegliśmy w stronę od, której przyszliśmy, spoglądając co chwilę na mapę. Na szczęście nie byliśmy daleko i już po chwili ukazała nam się kamienna chatka Hagrida. Lecz to nie był koniec kłopotów, nasz gajowy stał przed drzwiami i przyglądał się uważnie linii lasu. Schowaliśmy się szybko za drzewami licząc, że nas nie zauważy.
- Psssst dziewczyny - szepnął George - Ja, Fred i Lee zajmiemy uwagę Hagrida a wy w tym czasie pobiegniecie do zamku.
- Ale przecież jak was złapią to wyrzucą ze szkoły ! - wzburzyła się Amanda.
- Spokojnie, poradzimy sobie. Nie martwcie się o nas, mamy plan - odrzekł przekonująco Fred.
- Jeśli to ma być taki plan jak ten z Lasem to ja się nie zgadzam. - zauważyłam. Amanda przytaknęła
- Dziewczyny ! To był nasz pomysł i to my bierzemy na siebie wszystkie konsekwencje związane z nim. - oznajmił z dumą George. - Nie martwcie się o nas, martwcie się o siebie. - hmmmm no tak, w końcu należą do szlachetnego domu lwa, pomyślałam.
- No dobra. - oznajmiłam ze smutkiem, było mi źle, że się zgodziłam a chłopcy będą narażeni na wywalenie z Hogwartu.
- No to idziemy, do dzieła chłopacy ! - powiedział na koniec Lee i razem wyszli z Lasu naprzeciw Hagridowi.
- Cholibka ! Co wy tu robita ? I gdzie jest Argus ? - zapytał z ironią. W tym czasie ja i Anda wymkneliśmy się z lasu i pobiegłyśmy schować się za chatką. Chłopcy nadal milczeli, mieli spuszczone głowy.
- Och, wy pirszoroczni. Nie wiem jak wy  zrobiliśta  tą  sztuczkę  z  panem  Filchem,  ale   wiem,  że  to  nie  był on.  - o nie ! Nakrył nas, Pomyślałam. No to wpadliśmy, pewnie już cała szkoła i dyrektor Dumbledoer wie. Moi rodzice się wściekną, pewnie już wiedzą.
- A gdzie ta dziewczynka, która szła z wami ? - zapytał nagle, chodziło mu o mnie.
- Dziewczyna ? Nieee, byliśmy tylko my... - zaczął Lee
- ... no i oczywiście pan Filch . - zakończył George.
- No nie ! To na pewno nie był Argus ! Spokojnie chłopcy, ja wam nic nie zrobię, ale wiem, że pana Filcha z wami nie było, bo ja spotkałem go na dziedzińcu niedawno. No dobra, a teraz chodźcie zaprowadzę was do Argusa i on zdecyduje co z wami dalej. - No to teraz wpadli, pomyślałam. Pan Filch nie przepuści takiej okazji do wyrzucenia ich. Gdy tylko Hagrid i chłopacy poszli w stronę zamku, to razem z Andą ruszyliśmy ich śladem, staraliśmy się być jak najciszej. Po dojściu na dziedziniec, schowaliśmy się za jednym z murków. Pan Filch w swojej wyświechtanej i brudnej szacie, jak zawsze. Czy on ją w ogóle zmienia ? Pomyślałam.
- No, no, no kogo my tu mamy. Następne wścibskie bachory. Tylko co wy robicie tutaj o pierwszej w nocy ? - zapytał odsłaniając swoje krzywe zęby.
- Argusie, oni hmmm... chcieli się przewietrzyć, ale wyszli za daleko. - powiedział Hagrid mrugając do chłopaków porozumiewawczo, oni posłali mu pełne wdzięczności spojrzenie. Ja też byłam mu wdzięczna z całego serca, będziemy musieli się mu odwdzięczyć, ale o tym pomyślimy później.
- Dobrze Hagridzie, możesz już iść. A wy chodźcie za mną do ...




~~~~~~~~~~~~~~
Hihihihihi i jak ? Zawiedzeni, że nasi bohaterzy nic nie zobaczyli ? Spokojnie, to ich nie pierwsza taka wyprawa ;D Następny rozdział dodam w przyszłym tygodniu, może nawet dwa w zamian, że od 23 maja do 31 mnie nie będzie i nie będę miała jak dodać. No to paaaaaa,do następnego rozdziału :D

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 11

 Hej, mam nowy szablon jak widzicie :D Według mnie jest niesamowity, a wy co o nim myślicie ?                                    





~Z punktu widzenia Ellie~
    Na kolacji byłam strasznie zdenerwowana, i musiałam uważać żeby Elizabeth tego nie zauważyła. Inaczej bym musiała jej o wszystkim powiedzieć a ona powiedziała by Terry'emu, który z kolei doniósłby nauczycielom.Gdy mieliśmy iść do swoich dormitoriów bliźniacy posłali mi porozumiewawcze spojrzenie, po czym odeszli w stronę wieży Gryffndoru. Wydawało mi się dziwne to, że uczniowie starają się trzymać w tajemnicy gdzie znajdują się nasze  w Hogwarcie, a właśnie ja wiedziałam gdzie jest wieża Gryffindoru. Czułam się z tym dziwnie. W pokoju wspólnym porozmawiałam jeszcze trochę z Jamesem i Elizabeth, po czym poszłam do pokoju gdzie Posy, Alice i Cho w piżamach siedziały na łóżkach pochłonięte rozmową. Nie chciałam im przerywać dlatego czym prędzej przebrałam się w piżamę i sięgnęłam po mugolską książkę pt. "W Pierścieniu Ognia" autorstwa Suzanne Collins, którą zabrałam ze sobą z domu. Mam jeszcze część pierwszą i trzecią, po przeczytaniu pierwszej części wciągnęła mnie ta trylogia jak nic innego. Zapaliłam świecę
-Co czytasz ? - zapytała wreszcie Posy.
-"W Pierścieniu Ognia" - uśmiechnęłam się gdy nagle uświadomiłam sobie gdzie słyszałam już imię mojej koleżanki z pokoju. - No tak ! Teraz już wiem gdzie słyszałam twoje imię ! - zwróciłam się do Posy, która zrobiła zdziwiona minę. - W tej książce siostra jednego z bohaterów, a konkretnie to Gale'a ma na imię Posy . - oświadczyłam z powagą.
- Gej-kogo? - zapytała zdezorientowana Alice, na co wszystkie oprócz niej wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Mówi się Gejla. - powiedziałam ledwo nie mogąc stłumić śmiechu.
-No dobra, niech wam będzie. Gejla. - powiedziała z powagą podkreślając szczególnie ostatnie słowo.
-Dobra dziewczyny pozwólmy jej czytać. - zakończyła Cho.
-Dziękuję. - powiedziałam i zaczęłam wreszcie czytać. :

"-Cześć, Katniss - wita się tak, jakbyśmy znali się od lat, choć nigdy się nie spotkaliśmy.
- Cześć, Finnick - odpowiadam równie swobodnie, choć wcale tak się nie czuję. Stoi zbyt blisko, a na dodatek jest półnagi.
- Masz ochotę na cukier ? - Wyciąga dłoń pełną białych kostek. - Ma być dla koni, ale czy to istotne? One jeszcze latami będą się opychały przysmakami, a ty i ja... Cóż, jeśli wpadnie nam oko słodki smakołyk, powinniśmy szybko zgarnąć go dla siebie.
    Finnick Odair to żywa legenda Panem. Ponieważ zwyciężył z Sześćdziesiątych Piątych Głodowych Igrzyskach, kiedy miał zaledwie czternaście lat, pozostaje jednym z najmłodszych triumfatorów. Pochodzi z czwartego dystryktu, więc był zawodowcem i dlatego miał większe szanse niż jego rywale, ale żaden trener nie mógłby zapewnić mu niezwykłej urody. Jest wysoki, atletycznie zbudowany, ma złocistą skórę, brązowe włosy i niesamowite oczy. Inni trybuci z jego igrzysk często znajdowali się w krytycznej sytuacji i ratowały ich drobne prezenty, takie jak garść ziarna czy pudełko zapałek, a Finnickowi nigdy niczego nie brakowało, zawsze miał pod dostatkiem żywności, lekarstwo broni. Mniej więcej po tygodniu rywale uświadomili sobie, że to jego należy jak najszybciej wyeliminować, ale było już za późno. Świetnie walczył i miał do dyspozycji włócznie oraz noże, które znalazł w Rogu Obfitości. Kiedy na srebrnym spadochronie sfrunął do niego trójząb, chyba najdroższy prezent, jaki widziałam na arenie, w zasadzie było już po turnieju. Czwarty Dystrykt zajmuje się rybołówstwem, a Finnick spędził na łodziach prawie całe życie, więc trójząb był naturalnym, śmiertelnie groźnym przedłużeniem jego ręki. Na dodatek uplótł sieć z winorośli, którą znalazł na arenie, i za jej pomocą unieruchamiał rywali, żeby tym łatwiej przeszywać ich trójzębem. Już po kilku dniach korona zwycięzcy znalazła się na jego głowie i od tamtej pory kapitolińczycy rozpływają się nad nim z zachwytu. "
Finnick to zdecydowanie mój ulubieniec z tej trylogii. Przeczytałam jeszcze kilkadziesiąt stron, gdy zauważyłam, że powinnam już iść na umówione miejsce. Księżyc był już wysoko na niebie, i dzisiaj miała być pełnia, co jeszcze bardziej mnie przeraziło. Na lekcji Obrony Przed Czarną Magią co prawda nie mieliśmy jeszcze o działaniu pełni,ale wiedziałam, że wtedy przemiany dokonują wilkołaki. Wsunęłam na siebie sweter, spodnie i wiązane buty. Pod pazuchą miałam schowaną Mapę Podróżną.
    Zeszłam po schodach do pokoju wspólnego najciszej jak się dało. Miałam nadzieję, że Terry poszedł już spać.Schodziłam właśnie z ostatniego schodka i ukradkiem zajrzałam do pokoju.
- Uffff - szepnęłam cicho. Na szczęście nikogo nie było. Wymknęłam się z wieży. Chciałam iść bocznymi korytarzami, ale uznałam że jeszcze nie tak bardzo dobrze znam Hogwart i mogłabym się zgubić, a tutaj nawet Mapa Podróżna by mi nie pomogła. Minęłam właśnie zakręt gdy zobaczyłam unoszącego się pod sufitem Irytka. Czym prędzej schowałam się za ścianą, żeby mnie nie zauważył. Spojrzałam na zegarek, mam jeszcze pięć minut do czasu zbiórki na dziedzińcu. Wyjrzałam znowu, aby sprawdzić czy skrzat nadal tam jest. Mam ogromne szczęście, pomyślałam. Poltergeist już odleciał a ja mogłam iść dalej.
    Na miejscu zastałam już Freda, Georga, Amandę  i Lee. Przywitaliśmy się cicho.
- To jak gotowa ? - zapytał Fred.
- Chyba tak . - uśmiechnęłam się półgębkiem.
- Masz Mapę ? Będzie nam potrzebna . - zapytał Lee.
- Tak mam. - odpowiedziałam wyciągając moją pierwszą nagrodę w Hogwarcie.
- Super. Anda, trzymaj, przebierz się. - powiedział George rzucając Amandzie małe zawiniątko. Po otworzeniu ukazała nam się stara, wyświechtana szata.
- Znaleźliśmy ja w starym składziku na miotły. - powiedział z dumą w głosie George.
- Eee, a sprawdziliście czy nie ma tam żadnych myszy, albo innych magicznych robali ? - zapytała  obrzydzeniem na twarzy Amanda .
- Możesz być spokojna. - odpowiedział Lee. Moja przyjaciółka niechętnie wciągnęła na siebie stare ubranie.
- No Amy, do dzieła. Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie kto jest najpiękniejszy w świecie ? - zachęciłam. W ciągu kilku sekund pojawił się przed nami, stary i przygarbiony woźny. Chłopcy aż zaniemówili z wrażenia.
- Ja - odpowiedziała krzywiąc  się Amanda.Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, zapominając o tym , że przecież robimy nielegalną wycieczkę do Zakazanego Lasu. Gdy tylko sobie o tym przypomniałam, to przestałam się śmiać.
- Ej, cisza ! - krzyknęłam szeptem. - Jeszcze nas usłyszą i złapią.
- Oups! - powiedzieli wszyscy jednocześnie zakrywając sobie usta ręką.
- To jak idziemy ? - zapytał w końcu Lee.
-Tak ruszajmy już. - powiedział Fred. Każdy z nas, oprócz Amandy która miała mnie i Georga trzymać za rękę, wziął po lampie. Upewniłam się jeszcze czy nie zgubiłam różdżki lub Mapy, po czym wyszliśmy z dziedzińca. Księżyc świecił już wysoko dzięki czemu lampy były nam prawie zbędne. Szliśmy bez słowa przez błonia, kierując się do ścieżki leżącej niedaleko chatki Hagrida. W oknie paliło się światło czyli nasz gajowy jeszcze nie spał.Miałam już nadzieję, że dojdziemy do lasu bez przeszkód, jednak myliłam się. Po chwili usłyszeliśmy donośne szczekanie psa, a zza chatki wyszedł Hagrid w towarzystwie jakiegoś wielkiego kundla. Amanda momentalnie stanęła i gapiła się na gajowego.
- Witaj Argusie ! - zawołał podchodząc do nas. Szturchnęłam mocno moją przyjaciółkę, która od jakiegoś czasu zamarła. Na szczęście ocknęła się i odchrząknęła.
- Rubeus ! - starała się naśladować głos Filcha.
- Co to za uczniaki ? Jesteście chyba pirszoroczni co ? - był bardzo ciekawski, co było bardzo denerwujące dla nas, a właściwie to dla mnie bo patrząc na chłopaków stwierdziłam, że nic ich to nie rusza.
- Hmmmm... Mają karę- przejść po Lesie. - oznajmia Anda. Niestety nie brzmi to zbyt przekonująco.
- Mam z nimi iść ? - pyta znienacka Hagrid. stojący niedaleko Lee dyskretnie kręci przecząco głową.
- N-nie. Poradzę sobie.
- Jak macie na imię ? - pyta zwracając się do nas.
- Fred...
- i George Weasleyowie.
- Lee Jordan.
- Ellie Martin.
- Ama... - zaczęła Amanda zapominając, że jest Filchem. George kopnął ją z tyłu w kostkę w ostatniej chwili powstrzymując ją od dalszej wypowiedzi. Rubeus dziwnie się na nią spojrzał.
- Cholibka. No dobra, tylko uważaj bo jest pełnia. - powiedział na koniec i wszedł razem z psem do domu.










~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiaj rozdział jest krótszy, bo nie chcę od razu wszystkiego zdradzać ;)  Pamiętajcie, że gdy jest takie słowo innego koloru niż cały tekst to kliknijcie, o otworzy wam się zdjęcie :D
Następny rozdział będzie w przyszłym tygodniu, bo jestem chora a w piątek jadę na wesele kuzyna i muszę jeszcze załatwić sporo spraw ;)

piątek, 25 kwietnia 2014

Informacja

Pewnie zastanawiacie się czemu blog wygląda tak, a nie inaczej...
Otóż to będzie chwilowy stan. Już niedługo blog zyska nowy, niepowtarzalny wygląd. Mam nadzieję, że przez to nie zniechęcicie się do czytania tego bloga :)
Jeszcze raz przepraszam za niedogodności.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 10

Oby zdrowie dopisało i jajeczko smakowało, by szyneczka nie tuczyła, atmosferka była miła, a zajączek uśmiechnięty - przyniósł wreszcie te prezenty! Wszystkiego Najlepszego !:D




   Mapę Podróżną, wygrał lub wygrała 
... panna Ellie Martin! - krzyknął nasz nauczyciel od astronomii. Przez chwilę stałam osłupiała. Ja ? Ja wygrałam mapę ? Nie mogłam w to uwierzyć, a jednak . Udało się ! Zewsząd otoczyli mnie uczniowie i gratulowali mi wygranej. Amanda szeroko się do mnie uśmiechała, a Fred, George i Lee krzyczeli :
- Taaak ! To nasza przyjaciółka Ellie ! Braaaawo ! - i klaskali głośno w ręce. Po chwili podszedł do mnie nauczyciel i wręczył mi do ręki srebrny zwój. Schowałam go od razu do torby, nie chciałam nikomu pokazywać bo jeszcze w tym przepychu by mi ją zniszczono. Zeszliśmy za nauczycielem w dół schodów, gdzie czekali na nas prefekci naszych domów. Pożegnałam się z Amandą, Georgem, Fredem i Lee po czym dołączyłam do Posy, Alice i Cho. Te równierz po gratulowały mi wygranej.
    Obudziłam się dosyć późno, zresztą nie tylko ja bo dziewczyny z mojego dormitorium wstały równo ze mną. Ubrałyśmy się i poszłyśmy na późne śniadanie. W wielkiej sali zastaliśmy tylko pierwsze klasy. Reszta uczniów pewnie wylegiwała się już w słońcu na błoniach. Przy stole Gryfonów zauważyłam moich przyjaciół. Postanowiłam, że dzisiaj zjem z nimi, więc przeprosiłam Posy, Cho i Alice i poszłam do nich.
- Hej wszystkim ! - przywitałam się i usiadłam między Lee a Amandą.
- Cześć . - od powiedzieli mi po kolei.
- Co tutaj robisz ? - zapytał ze zdziwieniem George .
- Będę jadła śniadanie w gronie moich najlepszych przyjaciół, a co nie mogę ?
- Nie no ! Oczywiście, że możesz . - od powiedział George nalewając sobie do miski mleka.
- No właśnie . Co macie dzisiaj w planach ? W końcu jest sobota... - zapytałam znowu.
- Słyszeliśmy, że w jeziorze żyje wielka ośmiornica ! - powiedziała z satysfakcją w głosie Fred. -Mamy zamiar sprawdzić czy jest równie groźna jak się o niej mówi.
- Chyba żartujecie ! Nie możecie drażnić tej ośmiornicy ! - oburzyła się Amanda .
- Och Anda, daj spokój. Przecież nie będziemy jej denerwować, prawda chłopaki ? - powiedział niewinnie Lee.
- Oczywiście, że nie. - od powiedział George .
- Dajcie spokój . Jest sobota ! Weekend ! Powinniśmy się cieszyć a nie sprzeczać ... Smacznego - popatrzyli się na mnie po czym od powiedzieli chórem - Smacznego !
  Po śniadaniu razem z Amandą poszłyśmy odrobić jeszcze zadanie domowe do biblioteki. Spotkaliśmy tam Elizabeth, która gdy tylko poznała Amandę zaczęła ją wypytywać o jej "animadztwo". Dochodziło południe, pora obiadu. Gdy usłyszałyśmy gong poszłyśmy do wielkiej sali. Było tam bardzo tłoczno. Tym razem postanowiłam już usiąść przy stole Krukonów. Nagle ze stołu zaczął się wyłaniać jakiś obłok, który potem ukształtował się w głowę. To był duch, duch pięknej dziewczyny. Po chwili pokazała się jej szata. Widać było, że jest stara i zniszczona.
- Pssst, Elizabeth, kto to jest ? - nie wiem czemu, ale szeptałam. Ale nawet to nie uszło uwadze ducha. Duch dziewczyny spojrzał się na mnie, a potem na innych uczniów siedzących w sali. Miała bardzo przestraszony wzrok i po chwili zniknęła pod stołem.
- To była Helena Ravenclaw - odpowiedziała na pytanie Elizabeth.
- hmmm... no tak, przecież wspomniałam o niej w moim wypracowaniu. - przypomniało mi się.
   

~ Z punktu widzenia Amandy~
  Siedziałam właśnie z Ellie na dziedzińcu, rozmawiałyśmy o lekcji latania gdy obok nas nastąpił jakiś wybuch. Podskoczyłyśmy, jednocześnie zrzuciłam moją książkę do Obrony Przed Czarną Magią.
- Ha ha ! Udało się George ! Udało się ! - usłyszeliśmy za plecami krzyk bliźniaków.
- Chłopaki ! Czy wy oszaleliście ?! - krzyknęła ze złością Ellie
-Strasznie się przez was wystraszyłyśmy. Już myślałam, że to burza ! - dołączyłam się do skargi .
- No ok, to miał być żart. Chcieliśmy tylko wypróbować nasz wynalazek. Użyliśmy kilka prostych zaklęć, jeden mały eliksir i proszę... - wytłumaczył się George
-Nazwaliśmy to : mini bomby. Co prawda musimy to jeszcze ulepszyć, ale to i tak już coś ! - powiedział uradowany Fred. - Ale swoją drogą to nie przyszliśmy tu po to żeby was straszyć.
- Mamy dla was propozycję. Dwa słowa ... - i tu Fred ściszył głos - zakazany las !
- Co wy na to żeby się tam wybrać ? - popatrzyliśmy się na siebie z Ellie z nie dowierzaniem, że przyszło im coś takiego do głowy.
- Słucham ?! - zapytała Ellie z nie dowierzaniem.
- Przecież pójście do niego jest surowo zakazane ! Inaczej tak by się nie nazywał ! - próbowałam ich za wszelką cenę odwieść od tego pomysłu chociaż byłam strasznie ciekawa co tam jest .
- Och, dziewczyny. Spokojnie, mamy plan idealny. Nic nam się nie stanie. - ciągnął Fred.
- Ellie ma mapę podróżną, więc zgubić się nie możemy. Amanda jest animagiem co nam pomoże. Będzie super ! - dopowiedział George. - Proszęęęęęę, zgódźcie się ....
- Ale możemy za to zostać wyrzuceni ze szkoły. - Ellie była nieugięta. - Polubiłam Hogwart, nie chcę go opuszczać już po pierwszym tygodniu.
- El, posłuchajmy ich planu a później stwierdzimy czy pójdziemy z nimi czy ich powstrzymamy. - próbowałam ją przekonać bo bliźniacy cały czas patrzyli się na nas z utęsknieniem.
- Ech, do dobra. No to jaki jest ten plan ?
- A więc, w nocy kiedy wszyscy pójdą już spać, wymkniemy się z dormitoriów i spotkamy się w pokoju wspólnym Gryfonów. Pójdziemy na dziedziniec gdzie będzie czekała na nas Ellie, a potem ... - zaczął George, ale Ellie zaraz mu przerwała mówiąc ze strachem :
- Co ?! W nocy ?!
- El, spokojnie. Będziemy mieć lampy i różdżki . - pocieszył ją Fred.
- Hmmm... No dobrze. Przepraszam, mów dalej George.
- A potem, żeby nie zbudzić podejrzeń będziemy musieli iść z jakimś pracownikiem szkoły, że niby mamy karę... - zaczął znów George.
- Wątpię, żeby Hagrid zgodził się od tak iść z nami do Zakazanego Lasu. - powiedziałam z ironią. Hagrid był gajowym w Hogwarcie.
- Nie mówię o Hagridzie Amando. - tu George się do mnie uśmiechnął. - Zamienisz się w naszego "ukochanego" pana Filcha. - Jak tylko dokończył to zdanie, Ellie i ja zaczęliśmy się głośno śmiać, aż kilku uczniów siedzących po drugiej stronie dziedzińca usłyszało nas i posłało nam zdziwione spojrzenie.
- Słucham ? Ja w Filcha ? - nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. - Przecież nie mogę. - nadal nie mogłam opanować śmiechu - Podpisywałam specjalny regulamin, przecież wiecie co mogę a czego nie.
- No dziewczyny, bądźcie wyrozumiałe ! Pójdziecie z nami ? - zapytał ostatecznie Fred.
- Musimy się naradzić. - powiedziałam i obróciłam się do Ellie tak żeby chłopcy nas nie słyszeli.Porozmawiałam z nią chwilę, była do tego sceptycznie nastawiona. Odwróciliśmy się,a Fred i George spojrzeli na nas z utęsknieniem.
- No dobra zgadzamy się . - powiedziała Ellie patrząc na mnie znacząco. Bliźniacy rzucili się w naszą stronę i mocno nas uścisnęli mówiąc :
- Dziękujemy ! Jesteście najlepszymi przyjaciółkami na świecie ! I obiecujemy, że jeśli nas przyłapią to bierzemy wszystko na siebie.
-No dobra, koniec tych czułości bo się rozmyślimy. - powiedziałam z irytacją w głosie, na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać. - Okej, to wy się śmiejcie a ja muszę iść. 
- Czemu co się stało ? - spytała zaniepokojonym głosem Ellie.
- Nic. Po porostu muszę iść i znaleźć Filcha. Trzeba z nim porozmawiać, przyjrzeć się przed przemianą w niego.
- Mamy iść z tobą ? - zapytał Fred. W tej samej chwili na dziedziniec wleciała sowa. - O to Errol. - Puchacz zatoczył nad naszymi głowami koło, a potem upuścił list trzymany w dziobie. George w ostatniej chwili złapał go tuż przed upadkiem na ziemię. Rozerwał kopertę.
- To od rodziców. Cieszą się, że jesteśmy w Gryffindorze i jak zawsze proszą żebyśmy nie robili niczego co mogłoby nas wyrzucić ze szkoły. Piszą też, że przepraszają że odpisali dopiero teraz ale Errol zderzył się z inną sową w locie. - przeczytał George. - Głupia sowa !
- Na fasolki Bertiego Botta ! Na śmierć zapomniała. - krzyknęła Ellie łapiąc się za głowę. - Rodzice prosili mnie o wysłanie do nich listu z informacją do jakiego domu trafiłam. Na śmierć o tym zapomniałam. - wyjaśniła nam po chwili.
- Ellie spokojnie. Ja pójdę z Georgem do Filcha a ty idź napisać ten list dobrze ? - próbowałam ją uspokoić.
- To ja pójdę z tobą . - zaproponował Fred.
   Szłam z Georgem w stronę schowka na miotły w nadziei, że tam właśnie spotkamy Filcha. Nie pomyliliśmy się. Zanim jednak podeszliśmy do niego zagadać, uważnie się mu przyjrzałam, każdy detal, jego wzrost, postura oraz cera, kiedy skończyłam podeszliśmy do niego.
- Przepraszam pana. - zaczęłam, przyglądając się jego oczom, włosom, rysom twarzy a nawet zębom.
- Czego ?! - warknął swoim ochrypłym głosem.
- Mamy do pana małe pytanie. Czy mogę je zadać ? - powiedziałam milutkim głosem. George stał koło mnie i się nie odzywał.
- Nie mam czasu na jakieś pogaduszki ze wścibskimi uczniami.
- Ale to zajmie nam tylko minutkę. - odezwał się wreszcie George.
- Uciekać mi stąd, bo inaczej wytargam was za uszy !- daliśmy już sobie z nim spokój i odeszliśmy bez słowa. I tak już wiem jak wygląda. Szliśmy w stronę biblioteki.
- Jakie pytanie chciałaś mu zadać ? - zapytał po chwili George.
- Już je zadałam. - odpowiedziałam z uśmiechem.- "Mogę je zadać?", pytanie to pytanie. - rudzielec uśmiechnął się.
- Dobra, chodźmy już do biblioteki. Ellie i Fred na pewno już na nas czekają.
     -I co ? Jak poszło ? - zapytała Ellie zniecierpliwiona.
-Wszystko dobrze. Trzeba tylko przećwiczyć przemianę. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To chodźmy gdzieś indziej. Tu jest za dużo uczniów. - powiedział Fred rozglądając się po sali. Było tam jakieś 25 osób w tym Percy, brat bliźniaków. Chłopcy pożegnali się przypominając jeszcze plan działania. Dziś o 22.00 gdy wszyscy będą już spali wymkną się z wieży Gryffindoru i zejdą na dziedziniec gdzie Ellie ma już czekać.
- Może chodźmy do szatni przy boisku do Quidditcha co ? I tam poćwiczysz. - wpadła na pomysł El.
- Dobry pomysł. Na pewno nikt nam tam nie przeszkodzi. Dzisiaj treningów i tak nie ma. - odpowiedziałam z entuzjazmem.
   Za każdym razem gdy próbowałam się przemienić, a wychodziło mi to marnie, Ellie ryczała ze śmiechu. Na początku udało mi się zmienić tylko głowę i twarz, ale z czasem udało mi się całej przemienić. Stanęłam przed Ellie w zupełnie innej postaci a ta przestała się śmiać.
- No no no, Anda nie poznaję cię ! - i znów wybuchła śmiechem a ja razem z nią, dzięki czemu stałam się na powrót Amandą.
- El nie pomagasz ! Musze jeszcze zmieniać głos, ale jak tak dalej pójdzie to przyłapią nas i wylecimy z Hogwartu. - oburzyłam się . - Napisałaś ten list ? - próbowałam zmienić temat, żeby przestała się śmiać. Na chwilę spoważniała.
- Tak wysłałam już Okky do domu. Napisałam chyba z pół strony z przeprosinami, że dopiero teraz. Tłumaczyłam się, że nie miałam czasu przez zadania domowe no i musiałam pozwiedzać cały zamek. Mam nadzieję, że nie dostanę za to ochrzanu. - powiedziała z nadzieją w głosie.
- No to życzę powodzenia. Chodźmy już do zamku. Zaczyna się ściemniać.- rzuciłam, po czym poszliśmy na kolację.



~~~~~~~~~~~~~~~~
Przeprasza, Przepraszam i jeszcze raz przepraszam ! Miałam mało czasu, ten rozdział musiałam pisać wieczorami, czasem do późna. Do tego jestem lektorką w kościele i musiałam jeździć prawie codziennie. :) Teraz są święta, więc jeszcze raz życzę wam wszystkiego Dobrego !
Ps. Jak myślicie, czy naszym bohaterom uda się wejść do Zakazanego Lasu niezauważalnie ?